Plany wykorzystania stadionów po zakończeniu Euro 2012 są bardzo ambitne. Ale plany to jedno - a kryzysowa rzeczywistość - drugie i być może decydujące. Czy wielkie obiekty wybudowane za niemałe pieniądze będą na siebie zarabiać, czy zamienią się w ogromne skarbonki - analizuje reporter programu „Polska i Świat" w TVN24. Choć w wielu miejscach trwa jeszcze budowa, a mistrzostwa już tuż tuż, to na Stadion Narodowy wrócił (jak za dawnych lat) handel. Tym razem handel powierzchnią, ponieważ wynajem sal na stadionie bardziej niż piłka będzie stanowić o jego przyszłości. Wynajęcie sali z widokiem na murawę stadionu, to koszt ok. 35 tys. zł. I to tylko z jedną imprezą. Niby dużo, ale jeśli porównać tę kwotę z kosztami utrzymania obiektu - rocznie ok. 18 mln zł - cena nie wydaje się zbyt wygórowana. Stadion musi więc zarabiać - poprzez wynajem sal bankietowych i konferencyjnych lub lóż za bagatela 500 tys. zł za rok. - Już mamy rezerwację na 30 proc. lóż na stadionie - podsumowuje Daria Kulińska z Narodowego Centrum Sportu. Wynika z tego, że tylko na lożach Narodowy zarobił już 10 mln zł. Nie inaczej jest w Gdańsku. Za same prawa do nazwy koncern PGE płaci miastu rocznie 7 mln zł. Koszt funkcjonowania gdańskiego stadionu to koszt od 10 do 12 mln zł rocznie. - W pierwszym roku bądź dwóch zakładamy deficyt. Mamy nadzieję, że od trzeciego roku to będzie już przedsięwzięcie dochodowe - przekonuje rzecznik prasowy Lechii Gdańsk Michał Lewandowski. W Poznaniu oprócz Lecha gra Warta, więc są zyski z biletów. Ale optymizmu brak. We Wrocławiu - choć zainteresowanie wynajmem „powierzchni" jest dość duże - możliwe, że koszt budowy stadionu się nie zwróci.
Portal buduj.co.uk nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.