|
Właśnie 26 lat temu rząd po raz pierwszy wyszedł z inicjatywą, by podatek od wartości dodanej (VAT) na usługi budowlane zredukować do poziomu 15%. Motywacja była prosta – redukcja VAT wydawała się lepszym rozwiązaniem niż stosowanie przez cześć klientów wynagradzanie typu cash in hand. Jednak 15% to za dużo – pojawiały się wtedy głosy, wszak i tak nie zmniejszy to szarostrefowych rozwiązań, a solidny wykonawca będzie tracił. Co mówiły cyfry? Otóż, według kalkulacji z tamtych lat szara strefa przynosiła straty rzędu 2 mld funtów, podczas gdy na rzeczonym podatku rząd zarabiał 450 milonów.
Czy przyszło komuś wtedy do głowy, że ponad ćwierć wieku później sytuacja nie zmieni się zbytnio? Nawet więcej – ta sytuacja będzie jeszcze gorsza.
Cóż, zdajemy sobie sprawę z drastycznej sytuacji budżetowej w Wielkiej Brytanii i jesteśmy świadomi, że podwyższenie VAT to dla rządu łakomy kąsek, a zarazem rozwiązanie bardzo proste. Jednak, czy rząd nie widzi korzyści płynących z potraktowania branży budowlanej w sposób wyjątkowy, nawet trochę uprzywilejowany?
Jeszcze do czasu wyborów wydawało się, że szansa na obniżenie VAT do poziomu 5% dla usług remontowo-budowlanych jest realna. Od lat o redukcję podatku walczyła Federation of Master Builders (FMB), a do jej kampanii dołączali inni. Zdawało się, że cel jest blisko, w zasięgu ręki. Niestety, polityka ma to do siebie, że w niej wiele przewidzieć się nie da, toteż zamiast oczekiwanej redukcji wygląda na to, że stawka podatku wyniesie w przyszłym roku 20%!
FMB nie daje za wygrana i do koalicji pozyskuje 19 liczących się organizacji i zrzeszeń. Zwolennicy redukcji VAT wierzą w to, że to rozwiązanie nie tylko zadziała jak panaceum na brytyjską ekonomie, ale również ukróci praktyki „szemranych” fachowców i budowlanych „kowbojów”. Koalicjanci powołują się na przykład m.in. Włoch, gdzie rozwiązanie wspaniale zdało egzamin.
Tymczasem planowane podwyższenie stawki z 17, 5% na 20% spowoduje, że coraz więcej klientów firm remontowo-budowlanych ulegnie pokusie wynagradzania wykonawców gotówką, bez płacenia jakiegokolwiek podatku. Sprawa następna, to to, że obecnie nie można mówić o takim boomie budowlanym, jaki miał miejsce w 1984 roku, kiedy to VAT obcięto. Więc…
Złośliwi twierdzą, że jedyne co zmieniło się przez 26 lat w tej materii to nazwa szarej strefy: dziś zamiast „black economy” mówi się „informal economy”. Jednak ta polityczna poprawność (w angielskim black kojarzone jest z Afroamerykaninem) nie pomoże gospodarce, a bez rządowego wsparcia negatywne skutki będą odczuwalne przez kolejne dekady. Czy o to chodzi?
|