|
Właśnie 15 września 2008 roku uznano za symboliczną datę ostatniego globalnego kryzysu. Co wtedy się stało? Doszło do bankructwa banku Lehman Brothers, czwartego co do wielkości banku inwestycyjnego w Stanach.
Rzecz jasna, kryzys nie rozpoczął się wtedy, bo pewne symptomy obserwowano już w 2007 roku. Wracając jednak do banku, to powodem upadku były tzw. toksyczne aktywa związane z amerykańskim rynkiem nieruchomości.
Jako że podobne aktywa w swoich portfelach mają inne wielkie instytucje finansowe, na rynku wybucha panika. Giełdowe indeksy zaczynają pikować, tracąc dziennie po kilka procent. Gwałtownie tracą na wartości także waluty uważane za ryzykowne, w tym nasz złoty.
W krótkim czasie kryzys rozlewa się na cały świat - nawet na rynki, gdzie o toksycznych aktywach nikt nie słyszał.
Wszystko dlatego, że po upadku LB pojawia się pytanie: kto zbankrutuje następny. W rezultacie banki przestają sobie ufać i pożyczać pieniądze obawiając się, że mogą ich nie dostać z powrotem. Tak zamiera rynek międzybankowy, czyli układ krwionośny światowego systemu finansowego. Brak płynności w bankach powoduje gwałtowny spadek akcji kredytowej i w rezultacie kryzys finansowy przemienia się w kryzys realnych gospodarek. PKB kolejnych gospodarczych potęg zaczynają się kurczyć, a prywatne firmy na całym świecie upadają i na potęgę zwalniają pracowników. Wirtualny kryzys, który do tej pory dotykał tylko finansjery, uderza w zwykłych ludzi.
Rok 2009 to wielka wojna z kryzysem. Rządy globalnych potęg gospodarczych wytaczają przeciwko niemu najcięższe działa: obniżają stopy procentowe niemal do zera i pompują w rynki miliardy dolarów, euro, jenów.
Wreszcie gospodarki powoli zaczynają podnosić się z kolan, a na rynki wraca optymizm. 2010 r. przynosi wzrosty zarówno jeśli chodzi o PKB, jak i giełdy. Tylko niektórzy ekonomiści przebąkują, że to jeszcze nie koniec i mówią, że możemy mieć do czynienia z kryzysem w kształcie litery W - a ten po pierwszym odbiciu przynosi kolejne załamanie.
W 2011 roku okazuje się, że ci prognostycy mogą mieć rację. Nadwyrężone gigantycznymi planami pomocowymi budżety państw zaczynają mieć kłopoty. Rosnące deficyty i długi publiczne zaczynają być problemem państw strefy euro (Grecji, Irlandii, Włoch, Portugalii, Hiszpanii), ale także USA. Niedawno agencja Standard&Poor's pierwszy raz w historii obniżyła amerykański rating kredytowy. W najgorszej sytuacji jest jednak Grecja, która przez lata żyła ponad stan zapewniając swoim obywatelom hojną osłonę socjalną. Na rynki wraca strach - indeksy na giełdach znów pikują, waluty krajów rozwijających się znów tracą. Gospodarki jeszcze rosną, ale ten wzrost jest minimalny i pojawiają się obawy, że jeszcze w ostatnim kwartale tego roku wróci recesja.
Co gorsza kłopoty znów zaczynają mieć banki, które niejako w podzięce za ratunek jaki otrzymały od rządów podczas pierwszej fali kryzysu kupowały na potęgę państwowe papiery dłużne. Teraz, gdy na skraju bankructwa znalazła sie Grecja, banki znów stoją w obliczu ogromnych kłopotów. Wczoraj agencja ratingowa Moody's obcięła oceny wiarygodności kredytowej najważniejszych francuskich banków - Societe Generale i Credit Agricole. Powodem jest fakt, że obydwa w swoich portfelach posiadają dużo grackich obligacji, które w przypadku ewentualnego bankructwa Aten staną się bezwartościowe.
Z wyliczeń Moody's wynika, że przy najczarniejszym scenariuszu, Societe General na greckim długu może stracić aż 1, 5 miliarda euro. Gdyby do tego doszło na rynek międzybankowy mógłby wrócić brak zaufania i historia zatoczyłaby koło...
Sytuacja w Wielkiej Brytanii również nie napawa optymizmem: bezrobocie się „buja”, ale jednak jest wyższe niż przed laty, budowlanka kuleje, a sprzedaż domów spada ostatnio do najniższego poziomu od roku 1923.
Co do Polski, to w czasach najsilniejszego kryzysu notowany był tam dość duży wzrost gospodarczy, ale widząc choćby postępy – a raczej ich brak – w przygotowaniach do Mistrzostw Euro 2012 myśleć należy, że nawet jeśli kiedyś istniał impet, to z pewnością dość szybko i gwałtownie wyhamował.
W Unii kryzys przeżywa euro, a prognozy są czarne.
Zimny oddech recesji czuje na swoich plecach większość państw. Pytanie: jak długo?
Paweł Kątny Źródło: Internet
|