|
Są marki produktów, firm, przedsiębiorstw, czy organizacji które zna cały świat. I niekoniecznie musi chodzić tu o logotyp np. Coca-Coli, ale przecież gdy usłyszymy nazwę Lidl, czy Tesco to od razu wiemy z jakimi państwami je kojarzyć. Jeszcze lepiej (zdawałoby się) powinniśmy znać nasz krajowe, polskie marki, a niektóre z nich są rozsławione poza naszymi granicami. Ale czy znają je Brytyjczycy?
Cóż, od siedmiu lat mamy w Wielkiej Brytanii mały festiwal polskich produktów dostępnych w co drugim off license, Food & Wine, newsagent, czy nawet na półkach wymienionego wyżej Tesco. Niewątpliwie popyt na te produkty kształtują nie tylko Polacy, (choć głównie oni) a nasze napoje owocowe, czy garmażeryjne pierożki stają się przysmakami Wyspiarzy. Jednak, czy można mówić tu o jakimkolwiek przywiązaniu do marki, a przede wszystkim identyfikacji tej marki z Polską? W tym wypadku raczej nie, bo jest na to jeszcze za wcześnie. Polskie konserwy, mrożonki, czy piwo będą doskonale znane sprzedawcom z małych sklepików, czy managerom marketów – to ich praca i zysk, niemniej dla przeciętnego zjadacza „fish and chips” stanowić będą tabula rasa.
A co jeśli zawęzimy nieco nasz poszukiwania, skupiając się na polskich firmach powstałych w Wielkiej Brytanii? Czy są jakieś znane Wyspiarzowi? Hm… takie zawężenie utrudnia sprawę jeszcze bardziej, bo przecież to nie lada wyczyn, by na obczyźnie zbudować coś, co gospodarzom będzie kojarzyło się z krajem emigrantów. Trudno tu o polskie przykłady, ale to zrozumiałe. Jesteśmy tu jeszcze za krótko.

Czy Willisowi smakuje nadal Sobieski?
Oczywiście, myliłby się ten kto twierdziłby że polska kontrybucja w światowy branding nie istnieje. Istnieje i jest nawet znaczna, ale… Z najnowszych przykładów weźmy casus wódki Sobieski, która uderzyła do głowy (ponoć za sprawą życiorysu jej patrona) megagwiazdorowi Bruce’owi Willisowi. Bruce – sympatyczny twardziel o powierzchowności spaniela zapragnął zostać twarzą polskiej gorzałki, wykupując przy tym udziały Belvedere (producent wódki). Niestety, chyba mu się to odbiło czkawką, a zysk z przedsięwzięcia był raczej niewielki.
Zresztą, co do wódki w ogóle i naszym polskim przekonaniu, że to jest właśnie produkt z którego jesteśmy w świecie znani, to i tu przychodzi rozczarowanie. Okazuje się, że konsumpcja polskiej wody ognistej nie jest w skali światowej imponująca (najbardziej polski trunek lubią Azjaci), nie mówiąc już o tym, że i w kraju konsumpcja wódki spadła.
Pójdźmy dalej, a raczej wstecz. Którz nie zna zegarków Patek Philippe? Drogie, zdaniem niektórych najlepsze na świecie chronometry szwajcarskie. No właśnie… A przecież jeden z założycieli firmy Antoni Norbert Patek był Polakiem! Który Brytyjczyk o tym wie?

W czasach realnego socjalizmu zakłady E. Wedel przemianowano na 22 Lipca, niemniej na Zachodzie importerzy protestowali, chcąc dalej wyrobów Wedla, bo tej drugiej marki nie znali. To bardzo znamienne zjawisko, ale od tego czasu upłynęło już ponad 20 lat.
Polski biznes – ten w kraju i na Wyspach ma się czym pochwalić i przykładów nie trzeba długo szukać. Rok temu Jacek Ostrowski, właściciel firmy Yellow Octopus Ltd. otrzymał niesamowicie prestiżową Queen’s Award for Enterprise 2010. Zapewne niewielu Szkotów nie wie, że ich znany na całe Zjednoczone Królestwo Rawl Plug jest od niedawna częścią grupy Koelner, polskiej firmy-giganta.
Można by, zatem powiedzieć: „jesteśmy”. No tak, ale ciągle jesteśmy „pod płaszczykiem”, na zasadzie: „a wiedziałeś, że to polska firma?”. Rzecz w tym, by po usłyszeniu jakiejś marki zapalała się lampka: to polskie, tak jak po usłyszeniu „Tesco” odzewem będzie „Anglia”, a „Lidl” – „Niemcy”. Póki co takich skojarzeń z polskimi markami jeszcze brak. Ale może już niedługo? Z biznesem przecież radzimy sobie nieźle, a nasza narodowa duma nakazuje chwalić wszystko co polskie. Z promocją nie powinno być problemu.
Artur Wielgus
|