|
Kiedyś sprzęt kupowano na lata. Nie darmo istniało powiedzenie że niezamożnych ludzi stać na tanie rzeczy. Teraz sytuacja jest zgoła inna. Kupujemy więcej, ale i sprzęt wydaje się mniej trwały. Dlaczego? Powód jest prosty: produkowanie solidnych rzeczy jest po prostu dla wytwórców nieopłacalne. Jeśli – dajmy na to – telewizor służyłby nam parę dekad (a tak kiedyś bywało!), to popyt po zapchaniu rynku raptownie by się skurczył.
Produkuje się więc sprzęt, którego „egzystencja” jest wyliczona i kończy się najczęściej po upływie terminu gwarancji. Te mało szlachetne ze strony producentów działania są jednak sprzężone z dość powszechną ostatnio cechą konsumentów – oni kupują dużo. Tak jest, musimy przyznać, że często kupujemy bez zastanowienia, skuszeni na przykłada niską ceną. Ale i tu jest drugie dno.
Kupujemy więcej, bo często nie da się danej rzeczy naprawić, mało tego nawet dość drogi sprzęt zrobiony jest często jak „jednorazówka”. Przykład? Klient przychodzi do salonu z nowym modelem iPada, który wygląda na nierozbieralny, pyta więc jak tu wymienić baterię, a sprzedawca odpowiada, że sprzęt trzeba dać do serwisu.
Z naprawianiem też sprawa jest dość (nie)ciekawa. Punkty naprawcze AGD znikają, trzymają się tylko serwisy danych firm. Poza tym przy wielości marek istnieje problem części zamiennych. Co prawda w Wielkiej Brytanii widać jeszcze np. zakłady szewskie, ale w Polsce to już powoli rzadkość.
To, że produkt jest „wyliczony” to nie żadna teoria spiskowa, a niestety prawda. Słynny jest przykład żarówki i kartelu Phoebus. Otóż w 1924 r. w USA producenci żarówek zawiązali kartel pod taką nazwą. Chodziło o to, by nie prześcigać się w wydajności żarówek, a do tego dochodziło. Toteż ustalono górną granicę: 1 000 godzin, a kto się nie dostosował, płacił karę. Notabene, w Kalifornii wciąż świeci żarówka z 1901 roku, świeci 110 lat, co dowodzi że można wyprodukować taką która te 1 000 godzin znacznie przebije.
Przykładami można sypać jak z rękawa, a metod producentom też nie brakuje. Ciekawa jest sytuacja z tuszem do kartridżów, gdzie nieraz okazuje się, że napełnienie kosztuje więcej niż nowy pojemnik! Dlaczego? Ano dlatego, że pojemnik fabryczny nie jest napełniony do końca! Cóż, lepiej zasugerować, że kartridż należy wyrzucić, gdy wyczerpie się tusz. Niemniej napełnianie, choć droższe i tak się opłaca.
Czy możemy walczyć z takim stanem rzeczy? Niektórzy twierdzą, że tak i nawet walczą. W Holandii powołano do życia fundację Platform 21, która stanowczo optuje za naprawianiem sprzętu. Jednym z jej haseł jest: „Przedłużaj trwałość rzeczy: zamiast do śmietnika idź do mechanika!” inne to: „Naprawiaj, nawet gdy masz pełen portfel. Nie chodzi o pieniądze, chodzi o mentalność”. To hasło dotyka chyba sedna rzeczy. Należy się zastanowić nad wyrzuceniem czegokolwiek i kupnem następnej rzeczy. Korzyści są wielkie: zarówno oszczędność pieniędzy, jak i mniej śmieci.
Pytanie tylko, czy każdy da się przekonać, że naprawianie jest trendy?
Artur Wielgus Źródło: Tygodnik Angora, internet
|