|
Handel elektroniczny, to obecnie gałąź bardzo prężna i stale rozrastająca się i rozwidlająca. W ramach e-commerce (ang. electronic commerce), bo taka nazwa funkcjonuje także w języku polskim rozwija się prężnie m-commerce. Co to jest? Przyjęta w polskiej nomenklaturze nazwa m-commerce, zaś w krajach anglojęzycznych mająca jeszcze dwa dodatkowe warianty (pełny – mobile commerce i mCommerce, bez myślnika) to wydzielona strefa handlu elektronicznego, gdzie transakcji dokonuje się za pomocą urządzeń przenośnych często sprzężonych z Internetem. Jak łatwo się domyśleć najpopularniejszym z tych urządzeń będzie telefon komórkowy, czy smartfon.
Wszystko zaczęło się dość niewinnie w 1997 roku w Helsinkach, gdzie dwa automaty Coca Coli przystosowano do pobierania opłat za pośrednictwem SMS-ów. W Finlandii również wypuszczono pierwszy mobilny system bankowy, w tym samym roku w Merita Bank. Potem poszło jak z płatka – rok później można było ściąć dzwonki na telefony komórkowe plącąc przy tym SMS-ami.
Wielka Brytania ma też swoją cegiełkę w tej branży – to właśnie w Londynie w 2001 roku odbyła się pierwsza konferencja poświęcona m-commerce.
Zatem łatwo się domyśleć, że przez te 14 lat rynek rozwijał lawinowo. Obecnie nie ma chyba dziedziny, która nie byłaby z nim w jakimś stopniu sprzężona. Chcesz kupić bilet? Bardzo proszę! I nawet nie musisz go pokazywać przed koncertem, bo wystarczy że pokażesz… telefon. Vouchery, karty lojalnościowe, tokeny, kupony – to temat szeroki i jakże intratny. Tu warto wymienić niezwykle ambitnego i kontrowersyjnego 30-latka z Liverpoolu Marka Pearsona. Ten młody człowiek, właściciel strony MyVoucherCodes, jak nazwa wskazuje zajmującą się kodami kuponów zniżkowych notuje 9, 6 mln funtów zysku miesięcznie i 17 mln wejść na stronę! Pearson przy tym to agresywny gracz i nie kryje, że chce posiąść jeszcze więcej rynku, a ma już 3 strony w innych państwach i żeby było śmieszniej współpracuje nawet ze swoją konkurencją.

Co jeszcze obejmować będzie m-commerce? Cały kompleks, bo przecież można prócz dzwonków zamówić tapetę dla naszej ulubionej „komóry”, gracz zamówi sobie ostatnią wypasioną grę, pracownik biurowy serwis wiadomości, dla każdego coś miłego.
O usługach bankowych była już mowa, a więc idźmy dalej. Serwisy giełdowe, aukcje, reklama i ogłoszenia. No to idźmy bliżej. Już samo surfowanie po sieci za pośrednictwem telefonu komórkowego to forma m-commerce, z której korzysta większość z nas. Gdy chcemy zrobić zakupy, to dostaniemy na telefon nawet katalog.
Analitycy rynkowi podkreślają, że m-commerce to dziedzina rozwijająca się niezwykle dynamicznie i żywo. Nie ma się tu czemu dziwić, wziąwszy pod uwagę rolę Internetu. Porównajmy choćby to narzędzie, jego rozwój na przestrzeni – powiedzmy – 20 lat i mamy odpowiedź dlaczego m-commerce jest tak rozwojowa.
Następna sprawa z tym związana, to stały rozwój urządzeń przenośnych. Mamy smartfony, palm topy, tablety i co tam jeszcze.
Należy się, zatem spodziewać dalszego rozwoju m-commerce.
A teraz z trochę innej beczki. Specjaliści twierdzą, że wydawanie pieniądza elektronicznego, niematerialnego jest wyższe niż tego który widzimy, mamy w ręku. A jak sprawa wygląda z pieniądzem mobilnym?
Artur Wielgus
|