|
Szefa ma każdy, nawet ktoś zatrudniony na zasadzie self employed – wtedy szefuje się samemu sobie i chyba jest to jeszcze trudniejsze. Pozostali mający szefów „normalnych”, wiedzą, że właśnie od bossów zależy ich bytność i dalsza przyszłość w firmie. Jaki szef będzie, więc najlepszy? Jaki najpełniej podoła naszym oczekiwaniom? Sprawa zdaje się być prosta tylko pozornie…
Spróbujmy, zatem, o ile to możliwe nakreślić parę sylwetek szefów.
Luzak
Wydawałoby się szef idealny. Zawsze uśmiechnięty, nie ma takiej sprawy, której nie można by z nim załatwić. Na pracę i punktualność patrzy przez palce. Wszystko jest! Ale, ale… Jako brygadzista, taki szef ma racje bytu – jeśli można się tak wyrazić, ciężej natomiast wyobrazić sobie takiego bossa, jako głównego, sterującego całym budowlanym projektem. Wcześniej, czy później przestałby być bossem, z oczywistych powodów. Jeśli natomiast, będzie on twoim przełożonym, a ty zachęcony jego luzacka postawa będziesz dość luźno (nomen omen) podchodził do swoich obowiązków, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zgarnie, a raczej wyleje cię ten najgłówniejszy. Więc… idziemy dalej.
Pijak
Przez palce patrzy na „wczorajszość” pracowników, bo – co tu ukrywać sam też lubi „dąć w migdał”. Nie ma strachu, że zbeszta cię czując niezbyt świeży oddech. Może nawet pozwoli na małe „tłoczenie” w pracy. No cóż… dalsze słowa są już chyba zbędne. Albo wyleci on, albo ty, albo razem wyleją was na zbita twarz, jeśli wcześniej, pijani nie poturbujecie się w wypadku, albo w nim nie zginiecie. Oho, zrobiło się groźnie. Pijaka skreślamy i szukamy dalej.
Służbista
Rozpatrzmy teraz ekstremum. Wszystko ma chodzić jak w szwajcarskim zegarku. Nie ma niedoróbek i spóźnień. Przerwa to przerwa, czas na fajkę ograniczony, co do sekundy. Zresztą, jaką fajkę? Palenie surowo wzbronione!!! Rozmowy nie, ale lepiej być małomównym. Spóźnienie o pięć minut równa się zebraniem zabawek i wylotem na inne podwórko. No i co? Chyba niewielu jest takich, którzy wytrzymają ten reżim. OK, potulnie zbieramy zabawki i odchodzimy od szefa służbisty.
Kolega
To już lepiej. Ten umie balansować, wie czego trzeba pracownikowi, bo sam szereg lat przerobił na budowie. Przymknie oko, jednak bez przegięć. Pracę szanuje, jak jest, a gdy jej nie ma pozwala „się zgubić”. Jest lojalny i obstaje po twojej stronie, jeśli wie, że masz rację. Filozofia środka i umiar – to jego dewiza. Czego potrzeba więcej do szczęścia? Chyba niewiele. Jest jeden szkopuł… tacy szefowie zdarzają się niezbyt często, a nawet jeśli są, to hamują ich ci z góry.
Czy nie ma, zatem idealnego szefa? Nie ma! Tak jak i nie istnieje idealny pracownik, bo gdyby istniał – szef nie byłby w ogóle potrzebny.
Artur Wielgus
|