|
Pomimo pozytywnych wieści o budowie największego londyńskiego projektu – Olimpiady brytyjska prasa branżowa nadal reaguje zgryźliwie. Ciało odpowiedzialne za projekt, Olympic Delivery Authority (ODA) dorobiło się nawet marki jednego z najmniej popularnych klientów budowlanych. Powód? Przede wszystkim ryzyko związane z projektami tego typu, a także wyraźna fiksacja czasowa. Te elementy nigdy nie były pożądane dla potencjalnych kontraktorów. – Nikt nie chciał z nami pracować. Branża była nieufna co do tego, by podjąć współpracę z niewypróbowanym wcześniej zespołem, który będzie budował tak wielki schemat. – mówi Howard Shiplee z ODA.
A schemat, zaiste jest wielki. W skład olimpijskiego kompleksu wchodzi 120 obiektów sportowych, powierzchnia to 100 ha (6 200 drzew, 9 500 krzewów) oraz potężna infrastruktura, gdzie za przykład może posłużyć choćby 12 km tuneli na elektryczne kable.
ODA podkreśla, że budowa idzie gładko. W opublikowanym niedawno raporcie kwartalnym jest mowa o tym, że w lipcu 88% obiektów sportowych zostało ukończonych, 82% ogólnego planu jest już zamknięte, zaś oszczędności wyniosły 870 mln funtów. „Na czas i poniżej budżetu” – to hasło można uznać za slogan ODA. I w istocie może to robić wrażenie, zwłaszcza gdy zestawimy to (czy w ogóle na miejscu?) z przygotowaniami do Euro 2012 w Polsce.
Niemniej prasa nie jest już tak łaskawa i powszechne są opinie, że wszystko jest w porządku „na razie”.
Projekt Olimpiady zostaje obecnie zdawany London Organising Committee of Olympic and Paraolympic Games (LOCOG). Chociaż większość obiektów jest już gotowa, to problem w tym że odebranie niektórych prac nastąpi dopiero w styczniu, a pół roku do rozpoczęcia Igrzysk to diabelnie mało czasu i wiele roboty. LOCOG zdaje sobie z tego sprawę, przygotowując się do zwiększenia liczby pracowników z 200 do 8 000!

Prezes ODA, John Armitt także zdaje się być zaniepokojony, mówiąc że ewentualny poślizg wpłynie katastrofalnie na londyńską prezydencję olimpijską. Ma rację i dobrze, że przed tym przestrzega, bo z takimi możliwościami należy się liczyć, nie zasłaniając przy tym tylko pozytywnymi informacjami. „Do pieca” dokłada prasa, która podkreśla to, że tym ostatnim dwunastu miesiącom towarzyszyć będzie duża presja, a ewentualnych poślizgów nie da się wykluczyć.
Wracając na moment do liczb, to kontrakty o wartości 700 mln funtów zostaną dopełnione z końcem bieżącego roku. Cóż… LOCOG będzie miał twardy orzech do zgryzienia.
To, oczywiście nie jedyne obawy spędzające sen z powiek wielu inżynierom i logistykom. Sama infrastruktura Olimpiady wykracza przecież bardzo poza rzeczone 100 hektarów. Weźmy, choćby tak – zdawałoby się – banalną sprawę jak transport. Londyn ma dobrze rozbudowana infrastrukturę transportową, niemniej wiadomo że na czas Igrzysk musi ona być rozszerzona. Armitt wyraża obawy o to czy choćby kłopoty z sygnalizacją kolei (tak przecież częste) nie położą się cieniem na pięknej imprezie. Jest się o co martwić, bo szacuje się, że ¾ krajowych gości uda się na Olimpiadę pociągiem.
Oczywiście, nie należy złorzeczyć i martwić się na zapas, tym bardziej że Park Olimpijski jest już prawie gotów, a jak mówią włodarze z ODA całość wygląda bardzo dobrze. Jednak tego, że organizatorzy wyrażają swe obawy nie należy chyba odczytywać jako oznaki ich słabości, a raczej świadomości i przewidywalności. Byłoby dobrze, gdyby trochę tej świadomości przekazali swoim polskim kolegom budującym Euro 2012.
Artur Wielgus Źródło: Building, internet
|