|
Nie pomylę się chyba twierdząc, że problem dotyczy nas wszystkich. Dodatkowo, w Londynie obszar podróży jest – literalnie – bardzo rozległy. Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się nad tym ile pochłaniają nam czasu wycieczki do i z pracy? Jeżeli będzie to średnio godzina w jedna stronę, to w skali roku daje to 730 godzin, czyli ponad 30 dni! Miesiąc spędzony w podróży. Oczywiście okres ten może być jeszcze dłuższy.
Następnie, wypływa problem kolejny – sposób podróżowania…
„Środki masowego rażenia”
Metro, pociągi, autobusy, tramwaje – to transport publiczny, nazywany przez niektórych żartobliwie „środkami masowego rażenia”. Jeżeli chodzi o moja skromną osobę, to właśnie taki rodzaj transportu wybierałem, gdy parałem się jeszcze budowlankom w sensie stricte. Plusy, to oczywiście oszczędności czasowe – bo w odróżnieniu od zmotoryzowanych, pod ziemią korki raczej nam nie grożą. Minusy są takie, że nie każdy, technicznie może w ten sposób podróżować. Tynkarz, na przykład raczej jest w stanie nosić swój warsztat ze sobą, ale już stolarzowi będzie trudniej.
Cztery kółka
To dość powszechny sposób – jak widać po parkowanych przed placami budów samochodach i furgonetkach. Wiadomo, że – jak już wspomniałem wcześniej – nie każdy może zabrać swoje narzędzia w kieszeń. Trzeba je, zatem wozić. Rzecz następna – nieraz pracujący w Londynie nie muszą tam koniecznie mieszkać, a tam gdzie mieszkają może nie być dobrego, publicznego połączenia ze stolicą. Pamiętam, jak 3 lata temu z zazdrością patrzyłem na moich kolegów z pracy, kończących zajęcie przed 16, gdy ja musiałem pozostawać jeszcze godzinę. Powiedziałem kiedyś do jednego: - Dobrze macie, kończycie wcześnie. On mi na to – No i co z tego, przecież ty i tak będziesz w domu przed nami. No tak… Okazało się, że można wygrać przegrywając.
Zdecydowanym minusem podróży samochodem jest stanie w miejskich korkach. Kolega mówił mi, że średnio dziennie traci na to około godziny.
Tylko motor…
Jednoślad o napędzie silnikowym, to zdawałoby się idealne rozwiązanie, jeśli chodzi o Londyn. O wiele mniejsze gabaryty, lepsza mobilność, często i prędkość. Można ominąć korki, ale… Właśnie, można i zmoknąć – o co w Londynie nietrudno. Poza tym jak w przypadku metra – nie każdy może sobie na taką podróż technicznie pozwolić. Także kwestia większego zagrożenia w momencie ewentualnego wypadku jest tu nie bez znaczenia.
To wszystko sprawia, że motocykl jest alternatywą, jednak nie zawsze i nie dla każdego.
Złoty środek
Parę miesięcy temu oglądałem program motoryzacyjny Top Gear. Urządzono tam zawody w dotarciu do celu, gdzie każdy uczestnik używał innego środka lokomocji. Jeden poruszał się rowerem, drugi samochodem, trzeci metrem, a czwarty łódką. Przyznaję, że nie widziałem zakończenia programu, jednak gdy jeszcze gapiłem się w ekran – wygrywał ten na rowerze!
Pokazuje to chyba, że – jak to często w życiu bywa – złoty środek to rzecz niełatwa. Pozostaje alternatywa. Jednak, jeździć przecież trzeba.
Artur Wielgus
|