Artykuły Forum Firmy  
 
 
Szukaj:
 
 
Reklama
Panel użytkownika
Login: 
Hasło: 

  •  nie posiadasz jeszcze konta ?
Najczęściej czytane artykuły
Aktualności
Biznes
Sonda
Jaki zawód wykonujesz?
 
Dekorator
Stolarz
Murarz
Hydraulik
Plytkarz/Glazurnik
Elektryk
Pomocnik
Kierowca
Operator maszyn
Architekt
Kierownik budowy
Dyrektor
inny
Artykuł

Każdy powinien coś wnosić


aktualizacja
 
Eugeniusz Jacek Zazulin jest wiceprezesem Stowarzyszenia Techników Polskich w Wielkiej Brytanii, utytułowanym inżynierem. W Stowarzyszeniu, które ma odpowiednia akredytację zajmuje się także kwestiami związanymi z propagowanie bezpieczeństwa w miejscu pracy.

Początki

Eugeniusz Jacek Zazulin przebywa w Wielkiej Brytanii od końca maja 1981 roku.  Głównym celem przyjazdu było zdobycie materiałów na pracę dyplomową. – Skończyłem Politechnikę Gdańską na Wydziale Mechanicznym o specjalności spawalnictwo. Moja praca dyplomowa była na owe czasy pionierska, a w Polsce niestety nie było odpowiednich materiałów. Przedmiotem pracy było wykorzystanie w spawalnictwie nowych metod, takich jak napawanie proszkami, w zasadzie coś pośredniego między napawaniem, a napylaniem. W Wielkiej Brytanii starałem się, dotrzeć do firm, czy ośrodków badawczych, które byłyby pomocne w dotarciu do interesujących mnie materiałów i technik. Mówi, że początkowo Brytyjczycy traktowali go bardziej, jako szpiega przemysłowego, niż studenta. – Chodziło głównie o wiek – studenci, to ludzie dwudziestoparoletni, a ja miałem ponad 30 lat. Jednak po przedstawieniu odpowiednich dokumentów z polskiej uczelni, zaświadczających, że ja rzeczywiście zajmuję się zbieraniem materiałem na pracę dyplomową, Brytyjczycy zaczęli mi pomagać. Musiałem podszkolić język i zacząłem brać udział w wykładach.

Wiadomo, język, to sprawa elementarna, ale drugą trudnością było zdobycie funduszy na badanie. Kwota, jak wchodziła w grę, to 1 000 funtów, co na tamte czasy było astronomiczną sumą. Dla przykładu wtedy, w 1981 1, 5 funta na godzinę było bardzo dobrą stawką. Trzeba było też zwrócić się do Home Office z prośbą o przedłużenie pobytu. Pan Jacek zaczął chodzić do bardzo dobrej szkoły językowej. – Pracowałem na budowie i w sklepie z antykami. Spłaciłem pożyczkę zaciągniętą u znajomego. Zmieniłem pracę, dostałem podwyżkę.

Stan wojenny

- W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku usłyszeliśmy wiadomości w radiu BBC o poważnym kryzysie politycznym w Polsce. Mój świat się zawalił. Rodzina i znajomi z Polski odradzali mi powrót. „Byłoby lepiej, gdybyś na razie nie wracał” – mówili. Jestem z Gdańska i nie byłem może sztandarowym działaczem Solidarności, ale do związku należałem. Później dowiedziałem się, że nie było żadnych wizyt funkcjonariuszy w moim domu, jednak niektórzy moi znajomi byli szykanowani i degradowani w swoich pozycjach zawodowych. Wiedział, że nie ma po co wracać, bo nawet, jeśli go nie internują, to i tak nie będzie mógł liczyć na podjęcie pracy w kraju. Niebawem Home Office wydało decyzję o tym, że Polacy, których zastał tu stan wojenny mogli ubiegać się o przedłużenie pobytu.

Pomost

- Po wprowadzeniu stanu wojennego przyjechali do Anglii nasi przyjaciele z RPA. Oni tworzyli organizację Pomost, która pomagała Polakom. Ja dołączyłem się do organizacji. Niektórzy ludzie, korzystający z naszej pomocy byli w o wiele gorszej sytuacji niż ja, bo np. przyjechali tu w odwiedziny, nie znali angielskiego, a potem nie mogli wrócić do kraju. Staraliśmy się pomagać naszym rodakom. Organizowaliśmy kursy, pomagaliśmy w znalezieniu pracy. Po pewnym czasie byłem wiceprezesem Pomostu, szefem komisji rewizyjnej i w ostatnich latach powiernikiem i likwidatorem majątku.

Stowarzyszenie Techników Polskich

Podjął pracę w POSK-u jako manager budynku. Później z pewnych względów zrezygnował z tego stanowiska. Kiedyś w POSK-u wybuchł pożar, więc jako zarządca nakazał ewakuację. – Na miejscu zdarzenia był obecny prezes Stowarzyszenia Techników Polskich, prof. Chmielowiec, który zaproponował mi wstąpienie w szeregi organizacji. Tak się to zaczęło. STP to organizacja dość specyficzna, bo nie jest ona ukierunkowana na specyficzne tytuły, czy stopnie naukowe, a raczej na orientację techniczną. Jeśli ktoś ma jakieś podstawy wiedzy technicznej, to może się w tej organizacji realizować. Teraz, myślę, że w STP znów nadszedł taki moment, że organizacja jest skierowana do ludzi napływających z Polski. Często ci młodzi ludzie z wykształceniem technicznym nie wiedzą gdzie lub do kogo się zwrócić. Niejednokrotnie wykonują prace poniżej swoich kwalifikacji. Naszym zadaniem, zatem będzie pomóc im, nakierunkować, podszkolić.

Bezpieczeństwo

Trzy tygodnie temu STP otrzymało akredytację z British Safety Council, a znaczy to, że Stowarzyszenie może przeprowadzać egzaminy bhp w stopniu pierwszym. To dopiero początek, bo następnym celem jest też zdobycie uprawnień na egzaminy kolejnych stopni. – Zagadnienia bezpieczeństwa są, oczywiście bardzo rozległe. Wiele polskich firm budowlanych postrzega regulacje bhp, jako niepotrzebną biurokrację. A przecież tak nie jest. Te regulacje są restrykcyjne, a ponadto świadomość bhp w firmach brytyjskich jest dość duża. My, z ramienia STP staramy się pomóc, zwrócić uwagę na istotne elementy. Przedmiotem czwartkowego spotkania będzie: co zrobić, żeby nie stanąć przed sądem. Chcemy pokazać jak unikać zaniedbań. Przecież tu stawką będzie zdrowie lub życie, a poza tym nikt nie chce stawać przed sądem. Zresztą, brytyjskie przepisy w kwestii bezpieczeństwa na budowach skonstruowane są w ten sposób, żeby na zaniedbania nie pozwolić, a przede wszystkim te przepisy ukierunkowane są na ochronę pracownika. Właśnie na ochronę, bo te przepisy nie są skierowane przeciwko pracownikowi.

Nowa emigracja

Pan Zazulin przebywa w Wielkiej Brytanii już trzecią dekadę. Na pewno, ma więc pogląd na temat najnowszej fali emigracyjnej. – Oczywiście, że ta emigracja jest diametralnie inna, co zresztą będzie zjawiskiem, jak najbardziej naturalnym. Mój punkt widzenia będzie na pewno subiektywny i nie należy uogólniać, jednak myślę, że ta nowa emigracja różni się od starszej przede wszystkim sposobem podejścia. Część osób, które spotkałem ma takie konsumpcyjne podejście do wielu spraw. Weźmy choćby sprawę przynależności do jakichś organizacji – oni pytają: Co ja z tego będę miał? Co mi to da? Ja pamiętam, że my w STP raczej prezentowaliśmy odmienny punkt widzenia, my stawialiśmy pytanie: co ja mogę dać tej organizacji, jak mogę pomóc ludziom? Nasi członkowie dochodzili do swoich pozycji krętymi drogami, a doświadczenie, jakie nabywali służyło innym. Każdy coś wnosił. Teraz banalną (chociaż tylko na pozór) sprawą wydaje się napisanie CV, ale pamiętam, że my właśnie pomagaliśmy ludziom je pisać. Wiedzieliśmy, że w tym kraju rozmowa kwalifikacyjna ma kolosalne znaczenie dla kariery, a więc CV będzie tu „opakowaniem” kandydata. My chcemy propagować taki model wzajemnej pomocy, która bardzo wiele ułatwia.


 
Poleć znajomemu
 
Autor
E-mail znajomego
Podobne artykuły
Polskie pierwiastki 09.11.2011
Udokumentowana rzetelność 08.09.2011
Na linie 28.07.2011
Z Internetem od zawsze 18.05.2011
Pałac, czyli polska wyspa 13.05.2011
Balustrada przed recesją 02.02.2011
 
 
Skomentuj
 
Autor
E-mail
Treść
Portal buduj.co.uk nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
buduj.co.uk © All rights reserved   tworzenie stron www