|
Do Anglii Emanuel przyjechał pod koniec 1999 r.. W Polsce także zajmował się działalnością budowlaną – remontami dachów płaskich (np. na blokach, czy pawilonach handlowych). Firmie nie szło jednak najlepiej: - Mieliśmy problemy natury finansowej. Z perspektywy czasu widzę, że wpływ miała na to nienajlepsza wtedy w naszym kraju koniunktura, ale także nasze mniejsze doświadczenie w branży, czasem zbyt duża łatwowierność. Po tym jak kłopoty zaczęły się piętrzyć, ja musiałem gdzieś wyjechać, coś przedsięwziąć, po to, by spłacić wierzycieli. W Londynie moja inicjatywa wypaliła.
Właśnie w Londynie latem 2001 r. zaczął własną działalność. Wiosną, 2003 r. przekształcił firmę w limited company. Podkreśla, że od samego początku postawił na to, by mieć własnych klientów, a nie stać się podwykonawcą. Nie było łatwo ze względu na barierę językową: - Na początku korzystałem z usług tłumaczy – klienci dogadywali szczegóły za ich pośrednictwem.
Działalność firmy to: budowy, przebudowy, remonty i dekoracje. Klienci jak na razie są indywidualni. – Obecnie zajmujemy się projektem dla deweloperów, w którym to, zburzyliśmy dom i budujemy 3 luksusowe mieszkania, ale to póki, co, to jeszcze wyjątek – mówi Emanuel..Na początku, parę lat temu Domfix świadczył usługi klientom, zlecającym mniejsze kontrakty. Od pewnego czasu klienci są zamożniejsi, zlecający szerszy zakres robót i rzecz jasna mający większe wymagania. Do klientów tego kalibru, zdaniem szefa Domfixu dotrzeć jest trudniej. Terytorialnie, działalność obejmuje północ Londynu. – Jeśli zlecenie ma być dalej, to wolę zarekomendować jakąś inną, polska znajomą firmę. Korki w Londynie to makabra.
Dziś firma zatrudnia średnio 8 osób i korzysta też sama z usług, przeważnie polskich podwykonawców. Domfix zrzeszony jest w Federation of Master Builders, dodatkowo w strukturze o nazwie Master Bond [patrz tekst Brian Berry: potrzebujemy Polaków, przyp. autor]. To zrzeszenie, prócz prestiżu daje coś więcej – gwarancję. – Jeśli stanie się coś, czemu nie będę w stanie zapobiec, lub mnie nie będzie, to klient i tak ma gwarancję obowiązującą dziesięć lat. Samo członkowstwo to też niezła rekomendacja, bo trzeba przejść przez gęste sito weryfikacji. Sprawdzane są referencje, z naciskiem na kwestie, jak zachowuje się firma w sytuacjach kryzysowych, gdy powstaje jakiś problem. To wyklucza metodę „spychologii”, czyli zrzucania odpowiedzialności na wszystkich, z pominięciem siebie.
Rynek budowlany w Polsce i Wielkiej Brytanii to zdaniem szefa Domfixu dwie różne historie: - Przede wszystkim, tu wymagający klienci, to tacy, których na te wymagania stać. Ja zawsze stawiałem na jak najwyższą jakość i często w kraju pracowało się o wiele trudniej. Wymagania klientów często nie szły w parze z możliwościami finansowymi. W Wielkiej Brytanii, by porozumieć się z kimś nie trzeba koniecznie spisywać rozległych umów. Honorowo podchodzi się do raz danego słowa.Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, gdzie miałbym kłopoty z płatnością, a w Polsce to się zdarzało. Rynek tutaj rozkręca się cały czas. Jest ruch w handlu materiałami budowlanymi. Wcześniej dostawcy lekceważyli klienta, a teraz, przy rosnącej konkurencji muszą o niego walczyć. Sam to odczuwam. Co do konkurencji, to… cóż, trudnego okresu, zaraz po wejściu do Unii doświadczały wcześniej założone firmy. Zadziałała swoista reklama i nowe firmy zdobywały rynek bardzo konkurencyjnymi cenami. Trzeba było roku, by sytuacja się unormowała. Teraz mówi się o zastoju na rynku, ale ja go nie odczuwam. Zwłaszcza polskie media demonizują, moim zdaniem, kwestię masowego powrotu rodaków do kraju. Wydaje mi się, że skala opisywanego zjawiska jest przesadzona, – gdy umieszczam ogłoszenie o pracę, zawsze zgłasza się zbliżona liczba chętnych.
Wspólna cecha rynków polskiego i brytyjskiego, to zbiurokratyzowanie niektórych procedur budowlanych. Przez wiele tygodni trzeba czekać na podjęcie bardzo prostych decyzji, pomimo, że z góry można przewidzieć, jakie one będą.
Po ośmiu latach spędzonych na emigracji można pokusić się o ocenę relacji polsko-brytyjskich: - Wszystko zależy od sytuacji i tego, kogo Brytyjczyk spotka. Myślę, że Brytyjczycy, mieszkający w sąsiedztwie niektórych pubów, gdzie czasem, w większych gronach „bawią się” Polacy - nie będą o napotkanych tam naszych rodakach mieć dobrego zdania. Natomiast na płaszczyźnie zawodowej Polaków się ceni. Zatrudnia się ich ze względu na profesjonalizm i sumienne podejście do pracy. Nasi rodacy znani są z solidności i sumienności – o tym przekonany jestem w 100%.
Każdy ma jakąś receptę na sukces. Zdaniem Emanuela Burkiet, to: - Rzetelność, uczciwość i odwaga. Trzeba dotrzymywać słowa, nawet, gdy się na tym materialnie traci. To nie będzie trwało długo, bo gdy wyrobimy sobie dobre imię, to będzie to miało odbicie w rekomendacjach.
Artur Wielgus
|