|
Jak długo jesteś w Anglii?
5 lat.
A jak długo istnieje twoja firma?
Tu będę „rodzynkiem” – 6 miesięcy.
To dość krótki czas, ale chyba ze zleceniami nie ma problemu?
Na samym początku miałem taki moment, że zastanawiałem, się, czy moja decyzja o odejściu z angielskiej firmy była słuszna. Teraz wiem, że podjąłem bardzo dobrą decyzję, bo jest co robić. Wcześniej pracowałem w firmie, która zajmowała się tą samą formą działalności, czyli architekturą ogrodową w bardzo szerokim zakresie. Tam przeszedłem wszystkie etapy – zaczynałem jako „przynieś, podaj, pozamiataj”, a na końcu byłem managerem transportu.
Sprawy związane z ogrodem, to działalność dość specyficzna. Czy klienci chętniej zatrudniają Brytyjczyków?
Tak. Uważam, że jest to spowodowane właśnie tym bardzo specyficznym podejściem Anglików do tematu „ogród”. Nie ma lepszych designerów ogrodowych niż Anglicy, a na świecie nie ma nigdzie ładniejszych ogrodów przydomowych niż w Anglii. Ja nie jestem anglofilem, ale muszę przyznać, że tak sprawa wygląda. Specyfika brytyjskiej zabudowy jest taka, że prawie każdy ma przed domem ten kawałek gruntu, toteż każdy chce, by prezentował się on jak najlepiej. Jednak, co do tej nieufności Brytyjczyków, to występuje tu ciekawe zjawisko, bo są oni nieufni na etapie projektowania i designu, natomiast, jeżeli idzie o utrzymanie ogrodu, to większość ogrodników stanowią cudzoziemcy.
Co można zrobić we własnym zakresie, by ogród wyglądał ładnie?
Trzeba przede wszystkim, zapytać samego siebie, w jakim celu mamy ten ogród. Jeśli ktoś trzyma w nim tylko narzędzia, to trudno doradzić coś ponad to, by trzymał je w należytym porządku. Natomiast, wypływa tu fakt, że ogród, to dość specyficzne miejsce. To nie cegły, czy kafelki. O ogród należy dbać. Wiadomo, że należy przystrzyc trawę, czy krzewy, ale również od czasu do czasu trzeba zatroszczyć się o jakiś nawóz po to, by polepszyć warunki roślinkom. Powiem tak: jeśli ktoś ma pasję do ogrodu, to nie sądzę, by potrzebował jakichkolwiek rad. To, co widać w ogrodzie ograniczone jest tylko wyobraźnią i tym, co chcemy w nim wstawić.
W polskich ogrodach „straszą” krasnoludki, które już anegdotycznie uważane są za „sztandarową” formę kiczu. Czy tu też coś „straszy”?
Z krasnalami się nie spotkałem. Dość popularne są figurki jeleni, a jeszcze bardziej – wiewiórek. Bardzo często ludzie mają w ogrodach karmniki dla ptaków. To już histeria! Jest wiele form i wariacji tematu.
Czy jako właściciel firmy odczuwasz obecne trudności ekonomiczne?
Powiem przekornie: jest to najbardziej odczuwalne w wielkich kompaniach. Obecnie, osoby, które chcą zrobić coś w swoim ogrodzie, pomyślą trzy razy przed wydaniem pieniędzy. Większe firmy kasują więcej, toteż ta sytuacja otwiera furtkę maluczkim. Jeśli chodzi o kryzys, to myślę, że najbardziej odczują go mający sporo aktywów giełdowych, oraz wielkie sumy na kontach. Jednakże, tak, czy siak ludzie wydaja pieniądze i będą je wydawać. Myślę, że kryzys nie jest odczuwalny dla przeciętnego Nowaka, czy Smitha.
Czego prócz zmysłu kompozycyjnego i doświadczenia potrzeba, by wykonywać zawód ogrodowego projektanta?
Ostatnio próbowałem to porównywać do budowy domu, gdzie ograniczają cię normy i atesty. W ogrodzie ogranicza cię jedynie wyobraźnia. Powiedzmy, że są tam też jeszcze jakieś drobne reguły. Cóż… Myślę, że moim zawodzie występują reguły towarzyszące każdej innej pracy. Jeśli lubisz coś robić, wiesz jak to robić, jeśli masz wystarczająco dużo pomysłów i umiejętność przekonania klienta, co do ich wprowadzenia – droga jest otwarta.
A nie trzeba mieć żadnych certyfikatów?
Nie. Oczywiście istnieją szkolenia, można i należy się kształcić, jednak nie jest to niezbędne. W tej pracy fajne jest to, że liczy się przede wszystkim zaufanie ludzi.
Jaki zakres usług wykonujecie wy?
Powiem tak: wszystko, co związane z ogrodem. Od posadzenia półmetrowej roślinki, pięciometrowego drzewa, zrobienia pavingu, czy deckingu do montażu fontann, czy lamp, oraz oczywiście utrzymania ogrodu.
Masz jakieś dobre rady, co do działalności w tym biznesie?
Ciężko mi dawać rady w momencie, gdy sam startuję. Może jak spotkamy się za rok, to sypnę dobrymi radami (śmiech).
Jednak, z tego, co mówisz –na ten biznes nie ma co narzekać.
Oczywiście. Przecież nikt by się nie pchał w coś, co od początku skazane jest na porażkę. Jestem pełen dobrych myśli!
Życzymy powodzenia!
|