|
Jak długo istnieje Tile Depot?
Dwadzieścia lat.
Jaki jest profil waszej działalności?
Sprzedaż płytek, kafelek, zapraw. Słowem – wszystkiego, co z płytkami jest związane.
A ty, jak długo przebywasz w Londynie?
Jestem tu 8 lat.
Podoba ci się tu?
Nie jest źle.
Co myślisz o głównych problemach, z którymi boryka się teraz brytyjskie budownictwo? Czy one was dotykają?
Jeśli idzie o tę materię, to myślę, że dotykają cały kraj. Nie powiem, że dotyczy to nas, w 100%, ale na pewno nas też nie omija.
Zatem, sprzedajecie mniej, czy więcej towarów?
Po prostu, sytuacja nie wygląda już tak, jak przedtem. Jednak, cały czas osiągamy wyznaczone cele handlowe i branżowe. To trwa od lat.
Czy macie podpisane umowy z instalatorami, płytkarzami?
Nie, my w ten sposób nie działamy. Zajmujemy się tylko sprzedażą.
Pewnie, wśród waszych klientów znajdą się też Polacy?
Jest ich mnóstwo. Myślę, że stanowią 40% wszystkich naszych klientów.
Jakimi klientami są Polacy?
Są w porządku, nie wybrzydzają i wiedzą, czego chcą.
Czy branża budowlana w Londynie przeżywa teraz rozwój?
Zdecydowanie.
Czym zajmujesz się, jako manager?
Zarządzaniem i sprzedażą.
A co wolisz?
Ja widzę to tak, że raczej nie ma tu wyraźnego rozgraniczenia. Przyznaję, że lubię handlować i raczej bym przy tym obstawał. Zarządzanie, to kontrola sprzedaży, to liczby, to produkty przychodzące i wychodzące ze sklepu. Tak to wygląda. Lubię handel, jest to dla mnie interesujące. Spotyka się przy tym dużo nowych ludzi. Ale zarówno sprzedaż, jak i zarządzanie są mi bliskie.
Powiedz parę słów o waszej firmie.
Sklepy mamy głównie w północnowschodnim Londynie. Jest ich w sumie 17. W mojej filii zatrudnionych jest 7 osób. Jeżeli chodzi o transport, to vany wynajmujemy od firm.
Obaj jesteśmy emigrantami. Co myślisz o Brytyjczykach?
Nie powiedziałbym, że są w 100% przyjaźni. Niektórzy z nich nie przepadają za emigrantami. Oni po prostu niektórych lubią, a innych – nie. Jednak ci, których do tej pory spotkałem, zawsze byli do mnie przyjaźnie nastawieni.
|