Artykuły Forum  
 
 
Szukaj:
 
 
Reklama
Panel użytkownika
Login: 
Hasło: 

  •  nie posiadasz jeszcze konta ?
Aktualności
Sonda
Jak bardzo kryzys dotknął Twoją firmę bądź firmę, w której pracujesz ?
 
w ogóle
nieznacznie
redukcja płac
redukcja zatrudnienia
bardzo poważnie
Sonda
Jaki zawód wykonujesz?
 
Dekorator
Stolarz
Murarz
Hydraulik
Plytkarz/Glazurnik
Elektryk
Pomocnik
Kierowca
Operator maszyn
Architekt
Kierownik budowy
Dyrektor
inny
Artykuł

Nerwy ze stali


aktualizacja
 
Piotr Fatyga jest właścicielem firmy Perfect Steel, która jak się można domyślić zajmuje się stalą.

Jak długo przebywa pan w Wielkiej Brytanii?

Od około sześciu lat.

Jak długo istnieje Perfect Steel?

Stosunkowo krótko, od lutego tego roku.

Ile osób pan zatrudnia?

Z tym jest różnie. Najmniej 3-4 osoby.

Jaki jest profil działalności firmy?

Wykonawstwo konstrukcji i elementów metalowych. Generalnie, robimy wszystko: konstrukcje domów, ogrodzenia, bramy, elementy konstrukcyjne takie jak belki, schody, ramy, szkielety. Nie robimy drobnych rzeczy. Spawamy metal, wiercimy otwory.

Współpracujecie z polskimi firmami?

Tak, mamy paru stałych klientów.

Czym zajmował się pan w Polsce?

Pracowałem w branży budowlanej.

Jakie były powody wyjazdu?

Dziwne pytanie… Dla każdego tu emigranta są chyba one takie same – pieniądze. Nie słyszałem, żeby ktoś przyjechał tu z innego powodu.

Jakie prace są dla pana najciekawsze, a jakie najnudniejsze?

Praca, to praca – każda ma zalety i wady. Nie działa to jednak w ten sposób, że coś lubię robić chętniej, a coś mniej chętnie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Chodzi o to, by pozyskać klienta, stopień mojej satysfakcji jest tu sprawą drugorzędną. Nie mam czasu nad tym myśleć.

Czy odczuwa pan kryzys na rynku budowlanym?

Nie odczuwam, wręcz przeciwnie czasem brakuje mi ludzi do pracy.  Kiedyś pracowałem tu w Anglii w branży budowlanej, zajmowałem się pracami wykończeniowymi. Zlecenia zaczęły się kurczyć. Teraz moi znajomi, którzy maja duże firmy budowlane – narzekają. Jeśli chodzi o stal, to wszystko jest w porządku. Nie ma tu praktycznie konkurencji, są może jeszcze dwie polskie firmy. Gdybym był właścicielem np. stolarni, to pewnie byłby problem, bo tego typu zakładów nie brakuje.

Jak oceniłby pan brytyjski rynek?

Niekończąca się opowieść. Powiedzmy, że mam zlecenie w Londynie, potem za 2 lata wracam tam i robię to samo. Domy w Anglii zrobione są tak, że po pełnym wykończeniu górnej kondygnacji, trzeba by zejść na dół i zaczynać od nowa. Dzieje się tak z tego względu, że styl budowania tu jest dość specyficzny. Jeśli, dajmy na to nastąpi kryzys, to ewentualnie domy będą mniej zadbane, bo ludzie nie będą tak chętnie decydowali się na remonty.

Jak widzi pan relacje polsko-brytyjskie?

Co człowiek, to charakter. Mnóstwo debili jest zarówno wśród Anglików, jak i Polaków. Generalnie, ja unikam tu zarówno naszych rodaków i Anglików. Mam paru znajomych, którym w miarę, acz nie do końca ufam i z nimi utrzymuję kontakty. Inne znajomości są czysto biznesowe. Na ogół nie ufam nikomu. Zostałem tu oszukany zarówno przez Anglików jak i Polaków. Stosunki? Nie wiem. Nie zastanawiałem się. Pracując na budowach spotykałem się z Anglikami i szczerze mówiąc nie mam najlepszego zdania o poziomie intelektualnym angielskich budowlańców. Były rozmowy, żarty, ale powiedzmy, że padało proste pytanie: „Gdzie leży Bułgaria?”  i okazywało się, że Anglik nie wiedział, że takie państwo istnieje. Oczywiście, nie należy generalizować, bo spotkałem też tam ludzi niesamowicie inteligentnych. Moim zdaniem, w Polsce dużo jest ludzi przeciętnych, a tu są skrajności: albo matoł, albo inteligentny. Pośrednich jest bardzo mało. Zdarzało mi się spotkać Anglików, którzy wiedzieli o historii Polski więcej niż niejeden nasz rodak. Ogólnie mówiąc, jednak myślę, że spektrum przeciętnego, angielskiego budowlańca zawęża się do punktów: praca-dom-pub-telewizor plazmowy.

Recepta na sukces?

Łut szczęścia i bardzo ciężka praca. Swojego czasu pracowałem po 18-20 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu! Wstawałem o 2-3 nad ranem, jeździłem taksówką. Na budowie pracowałem do 17, a potem w godzinach 19-20 jeździłem na lotnisko. Czuję, że odjęło mi to trochę życia. Nie ukrywam, że miałem tu niepowodzenia. Prowadzenie firmy jest tu trudniejsze niż w Polsce. Trzeba mięć stalowe nerwy.


 
Poleć znajomemu
 
Autor
E-mail znajomego
Podobne artykuły
Trzeba być dobrym 10.12.2008
Myśleć pozytywnie 24.10.2008
System jasnych wartości 17.10.2008
Koegzystencja branż 03.10.2008
Nie jest źle 25.09.2008
Meblowy styl 26.08.2008
 
Komentarze (4)
 
ciapatka PL 23:15 (11.09)
"Co człowiek, to charakter. Mnóstwo debili jest zarówno wśród Anglików, jak i Polaków. Generalnie, ja unikam tu zarówno naszych rodaków i Anglików." Tutaj wstaw tekst pogrubiony
TO KOGO TEN PAN LUBI I NIE UNIKA, JESLI SIE MOZNA ZAPYTAC???
arek 23:58 (12.09)
Nie pisze kogo lubi,ale nieufny jest a to taka malo wyspiarska cecha
blaszany bebenek 09:45 (16.09)
To musi byc naprawde ciezko psychologicznie, w stolicy Anglii unikac Anglikow, a do tego bedac Polakiem i oglaszajac swoja firme w polskich gazetach rownoczesnie unikac Polakow.
Zelazny paradoks, co nie?
rabisz guru 17:36 (29.09)
nerwy ze stali, serce pewnie tez

 
Skomentuj
 
Autor
E-mail
Treść
Portal buduj.co.uk nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
buduj.co.uk © Wszelkie prawa zastrzeżone   tworzenie stron www