|
Jak długo przebywa pan w Wielkiej Brytanii?
Od około sześciu lat.
Jak długo istnieje Perfect Steel?
Stosunkowo krótko, od lutego tego roku.
Ile osób pan zatrudnia?
Z tym jest różnie. Najmniej 3-4 osoby.
Jaki jest profil działalności firmy?
Wykonawstwo konstrukcji i elementów metalowych. Generalnie, robimy wszystko: konstrukcje domów, ogrodzenia, bramy, elementy konstrukcyjne takie jak belki, schody, ramy, szkielety. Nie robimy drobnych rzeczy. Spawamy metal, wiercimy otwory.
Współpracujecie z polskimi firmami?
Tak, mamy paru stałych klientów.
Czym zajmował się pan w Polsce?
Pracowałem w branży budowlanej.
Jakie były powody wyjazdu?
Dziwne pytanie… Dla każdego tu emigranta są chyba one takie same – pieniądze. Nie słyszałem, żeby ktoś przyjechał tu z innego powodu.
Jakie prace są dla pana najciekawsze, a jakie najnudniejsze?
Praca, to praca – każda ma zalety i wady. Nie działa to jednak w ten sposób, że coś lubię robić chętniej, a coś mniej chętnie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Chodzi o to, by pozyskać klienta, stopień mojej satysfakcji jest tu sprawą drugorzędną. Nie mam czasu nad tym myśleć.
Czy odczuwa pan kryzys na rynku budowlanym?
Nie odczuwam, wręcz przeciwnie czasem brakuje mi ludzi do pracy. Kiedyś pracowałem tu w Anglii w branży budowlanej, zajmowałem się pracami wykończeniowymi. Zlecenia zaczęły się kurczyć. Teraz moi znajomi, którzy maja duże firmy budowlane – narzekają. Jeśli chodzi o stal, to wszystko jest w porządku. Nie ma tu praktycznie konkurencji, są może jeszcze dwie polskie firmy. Gdybym był właścicielem np. stolarni, to pewnie byłby problem, bo tego typu zakładów nie brakuje.
Jak oceniłby pan brytyjski rynek?
Niekończąca się opowieść. Powiedzmy, że mam zlecenie w Londynie, potem za 2 lata wracam tam i robię to samo. Domy w Anglii zrobione są tak, że po pełnym wykończeniu górnej kondygnacji, trzeba by zejść na dół i zaczynać od nowa. Dzieje się tak z tego względu, że styl budowania tu jest dość specyficzny. Jeśli, dajmy na to nastąpi kryzys, to ewentualnie domy będą mniej zadbane, bo ludzie nie będą tak chętnie decydowali się na remonty.
Jak widzi pan relacje polsko-brytyjskie?
Co człowiek, to charakter. Mnóstwo debili jest zarówno wśród Anglików, jak i Polaków. Generalnie, ja unikam tu zarówno naszych rodaków i Anglików. Mam paru znajomych, którym w miarę, acz nie do końca ufam i z nimi utrzymuję kontakty. Inne znajomości są czysto biznesowe. Na ogół nie ufam nikomu. Zostałem tu oszukany zarówno przez Anglików jak i Polaków. Stosunki? Nie wiem. Nie zastanawiałem się. Pracując na budowach spotykałem się z Anglikami i szczerze mówiąc nie mam najlepszego zdania o poziomie intelektualnym angielskich budowlańców. Były rozmowy, żarty, ale powiedzmy, że padało proste pytanie: „Gdzie leży Bułgaria?” i okazywało się, że Anglik nie wiedział, że takie państwo istnieje. Oczywiście, nie należy generalizować, bo spotkałem też tam ludzi niesamowicie inteligentnych. Moim zdaniem, w Polsce dużo jest ludzi przeciętnych, a tu są skrajności: albo matoł, albo inteligentny. Pośrednich jest bardzo mało. Zdarzało mi się spotkać Anglików, którzy wiedzieli o historii Polski więcej niż niejeden nasz rodak. Ogólnie mówiąc, jednak myślę, że spektrum przeciętnego, angielskiego budowlańca zawęża się do punktów: praca-dom-pub-telewizor plazmowy.
Recepta na sukces?
Łut szczęścia i bardzo ciężka praca. Swojego czasu pracowałem po 18-20 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu! Wstawałem o 2-3 nad ranem, jeździłem taksówką. Na budowie pracowałem do 17, a potem w godzinach 19-20 jeździłem na lotnisko. Czuję, że odjęło mi to trochę życia. Nie ukrywam, że miałem tu niepowodzenia. Prowadzenie firmy jest tu trudniejsze niż w Polsce. Trzeba mięć stalowe nerwy.
|