|
Jaki jest profil działalności British Polish Business Club?
Klub Biznesowy. Organizujemy business mixery, seminaria i warsztaty oraz inne imprezy towarzyskie, które są doskonałą platformą wymiany doświadczeń biznesowych. Przedstawiamy Brytyjczykom nowe możliwości inwestycyjne w Polsce, zachęcamy polskich biznesmanów do udziału w imprezach niezależnie od profilu działalności firmy. W programie mamy także zorganizowanie imprez na temat możliwości składania przetargów w sektorze budowlanym przy budowie wioski olimpijskiej na Olimpiadę 2012. Jednym z Patronów Klubu jest organizacja Think London, opiekująca się nowymi przedsięwzięciami, które zaczynają swoją działalność w Londynie oraz relacjonująca poszczególne etapy budowy Olimpic Park. Nasz cel to łączenie „przyjemnego z pożytecznym” i przyczynienie się do umocnienia relacji między Wielką Brytanią a Polską.
Jak długo przebywa Pani w Wielkiej Brytanii?
Od 2001 roku
Czym zajmowała się Pani w Polsce?
Pracowałam jako asystentka dyrektora w firmach handlowych, jako specjalista d/s handlowych w biurze turystycznym, przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii w dziale marketingu w agencji reklamowej.
Jakie były powody Pani wyjazdu?
Planowałam zmienić trochę środowisko pracy w Polsce, nadarzyła się okazja wyjazdu do Wielkiej Brytanii na pół roku, aby zaliczyć specjalny kurs English for Foreign Language Teachers zakończony egzaminem, po powrocie planowałam ubiegać się o prace lektora języka angielskiego.
W tym czasie poznałam swojego przyszłego męża i... zdecydowałam się pozostać w Wielkiej Brytanii na dłużej.
Czy odczuwacie Państwo skutki kryzysu na brytyjskim rynku budowlanym?
Myślę, że wszyscy w jakimś stopniu go odczuwamy, moja firma może nie bezpośrednio, ale znajomi i zaprzyjaźnione firmy budowlane zdecydowanie tak. Sądzę, ze w grę wchodzą dwa problemy: spadek wartości funta – wielu Polaków pracujących na budowach zdecydowało się na powrót do Polski oraz fakt, że ludzie nie spieszą się z remontami, bo nie chcą sprzedawać nieruchomości i ich nabywać, czekają na poprawę koniunktury na rynku – wielu osób nie stać po prostu na wzięcie pożyczki z banku, kupienie nieruchomości i wyremontowanie jej.
Jak ocenia Pani tutejszy rynek?
Dużo się zmieniło po wejściu Polski do Unii i w dalszym ciągu zmiany nabierają tempa, przybyło konkurencji. Rynek brytyjski jest rynkiem bardzo chłonnym, niezależnie od profilu działalności danej firmy. Świadczy o tym ilość firm, które powstały i powstają chociażby w branży budowlanej, konkurencji nie brakuje, a jednak zawsze znajdzie się miejsce dla następnej firmy. Dobrze jest mieć tzw. kontakty, znać ludzi, wtedy inaczej się pracuje. Trzeba być też wiarygodnym i dobrym fachowcem w swojej dziedzinie, myślę, że za to przede wszystkim cenieni są Polacy. Miałam okazję przyjrzeć się z bliska i porównać usługi budowlane na ulicy gdzie mieszkam: ekipa brytyjska na jednym końcu ulicy zaczęła prace nad dobudową piętra domu, w tym samym czasie i ten sam zakres prac rozpoczęła polska ekipa budowlana. Porównanie wypadło na niekorzyść ekipy brytyjskiej – polska ekipa po 3 miesiącach zakończyła prace, natomiast brytyjska nie doszła jeszcze do połowy projektu..
Jak wg Pani wyglądają relacje polsko-brytyjskie?
Według mnie są coraz lepsze. Uważam, ze Polacy nie dają się już wykorzystywać na taka skalę jak miało to miejsce zaraz po wejściu Polski do Unii, oczywiście wszystko zależy od tego na ile dana osoba opanuje język angielski, im lepsza znajomość języka, tym lepsze możliwości znalezienia pracy.. Brytyjczycy zaczynają doceniać Polaków – za przedsiębiorczość, rzetelność, ciężką pracę, własne inicjatywy. Poza tym Brytyjczycy zaczynają też doceniać polską kulturę, gastronomię.
Mówi się o nowej fali polskiej emigracji na wyspy, tej pounijnej. Jak Pani ją ocenia?
Osoby, które przyjechały do Wielkiej Brytanii w maju 2004 reprezentowały różne grupy społeczne i różny poziom wykształcenia oraz miały wytyczone różne cele: część osób przyjechała, aby uzyskać środki na wystartowanie z własna inicjatywą biznesową w Polsce, część, aby finansowo pomoc rodzinie, część, aby dodatkowo się kształcić. Osoby, które osiągnęły już swoje cele, wyjechały lub zostały tutaj na stale, sprowadziły rodziny. W tej chwili wydaje mi się, że przyjeżdża więcej osób zdesperowanych, pragnących zarobić pieniądze, na pewno z obszarów dotkniętych większym bezrobociem. Wiele osób też nie radzi sobie ze stresem życia codziennego na emigracji, o tym zaczęło się dopiero mówić od jakiegoś czasu – z dala od rodziny, przyjaciół, z barierą językową, nie każdy jest w stanie wytrzymać taka presję psychiczną, niełatwo jest być emigrantem...
Czy współpracujecie Państwo z polskimi firmami?
Tak, z wieloma firmami polskimi, począwszy od partnerów wspólnych projektów a skończywszy na usługach polskich firm, z których korzystam: księgowych, reklamowych, drukarni.
Jakie prace uważa Pani za najciekawsze, a jakie za najnudniejsze?
Bardzo lubię spotkania z potencjalnymi nowymi klientami, sponsorami, partnerami, są dla mnie wyzwaniem, każde odbywa się w innym miejscu, muszę się do nich przygotować – przy okazji zwiedzam Londyn, choćby ostatnio – podziwiałam przepiękną panoramę Londynu z 40-tego piętra wieżowca na Canary Wharf. No i oczywiście pamiętam o tym, aby zrobić dobre wrażenie na brytyjskich biznesach i być „ambasadorem swojego kraju”.
Najnudniejsze rzeczy – robienie wszelkiego rodzaju zestawień, rozliczeń - czasem nie da się tego uniknąć - moja dewiza to zostawienie ich specjalistom.
Pani recepta na sukces?
Uwierzyć w siebie, w swoje możliwości, niezależnie od tego, co chce się osiągnąć. Trzeba być zdeterminowanym, cierpliwym i konsekwentnym w działaniu. Ważny jest także stosunek, jaki mamy do ludzi, do klientów – niezależnie od profilu działalności czy wielkości firmy. Innymi słowy: tak samo rozmawiam z właścicielem firmy przynoszącej miliony zysku jak i właścicielem jedno-osobowej firmy. Tytuły, pieniądze nie robią na mnie wrażenia, liczy się człowiek.
Rozmawiał
Artur Wielgus
|