|
Jak długo działacie Państwo na rynku?
Od ponad trzech lat.
Nieruchomości, to główna gałąź Waszej działalności?
Tak. Zajmujemy się sprzedażą i wynajmem nieruchomości, ale również i remontami tych lokali. Na tym odcinku działa nasza ekipa, która specjalizuje się w remontach. Wiadomo, że naprawy i remonty to po prostu cześć branży, dlatego też zdecydowaliśmy, że nie będziemy wynajmować podwykonawców, a zajmie się tym nasza firma. Oprócz tego, jako oddzielna firma działa w naszych ramach księgowość. Firma Eureka Accountancy działa ponad rok. Za niedługo na Turnpike Lane powstanie również nasza restauracja Eureka Taste. Mamy ponad pięcioletnie doświadczenie w pracy w nieruchomościach. Oczywiście nabyłyśmy je pracując w brytyjskich firmach w Londynie.
Nie ma chyba w Londynie wiele polskich agencji nieruchomości?
Na nasze szczęście nie (śmiech). Obecnie coraz więcej Polaków posługuje się swobodnie językiem angielskim, ale mimo wszystko nasi rodacy formalności związane z wynajmem, czy kupnem nieruchomości chcą załatwiać w naszej agencji. Jednak nie chodzi tu tylko o kwestie językowe, ale również formalne. Większość brytyjskich agencji wymaga od klientów tzw. credit check, a z tym związany jest wymóg przebywania w Wielkiej Brytanii przez minimum 3 lata. My nie wymagamy tego od osób, które w tym kraju stawiają pierwsze kroki. Z tego, co wiem jest jedna polska agencja w rejonach Hammersmith. Do nas dzwonią ludzie z pytaniami, czy mamy filie w innych rejonach Londynu. Na razie nie mamy, ale oczywiście planujemy taką filię otworzyć.
Rynek nieruchomości, delikatnie mówiąc ostatnio trochę się zmienił.
W zasadzie tak, ale głównie w strefie sprzedaży. Jeżeli idzie o wynajem, to prawda jest prozaiczna – ludzie zawsze muszą gdzieś mieszkać. Tu ceny zbytnio nie spadły, a nawet powiedziałabym, że wzrosły, bo obecnie ludzie zmuszeni sytuacją materialną nie są zorientowani na kupno, a jak najbardziej na wynajem. Zatem ceny będą rosły. Poza tym wzrosły ceny hipoteki, a to pociąga za sobą wzrost cen czynszu.
Ceny nieruchomości zmalały.
Relatywnie tak, ale dla indywidualnego nabywcy nie jest to tak odczuwalne, jak wzrost kaucji. Trzy lata temu można było uzyskać kredyt na dziesięcio- czy pięcioprocentowej kaucji, a w tej chwili poniżej 20% nie ma rozmowy, a przeważnie będzie to 30-procentowa kaucja. Weźmy przykład domu o wartości 250 000 funtów – parę lat temu kaucja wynosiła około 30 000 funtów, a teraz 50 000 to za mało. To blokuje ludzi. Banki zaostrzyły wymagania.
Takie podejście banków to też pułapka, bo blokowane są kredyty, a pieniądz się nie obraca.
Dokładnie tak to wygląda. Kiedyś, dzięki niższym wymaganiom ludzie kupowali chętnie, a więc wzrastały też ceny nieruchomości. Teraz ludzi na to nie stać.
Londyński rynek nieruchomości jest dość specyficzny.
Zgadza się, dlatego że mamy tu do czynienia z niesamowitą kumulacją ludzi, a co za tym idzie występuje tu ogromne zapotrzebowanie na mieszkania. Niezależnie od ceny ludzie muszą gdzieś mieszkać. Z drugiej strony miasto to daje swoim mieszkańcom niesamowite możliwości, w tym możliwości rozwoju i dobrych zarobków.
Rozumiem, że polska agencja obsługuje również Brytyjczyków?
Jak najbardziej. Wśród naszych klientów są Brytyjczycy, Ukraińcy, Słowacy, Białorusini, Węgrzy, Bułgarzy i wiele innych.
Niektórzy polscy biznesmeni wspominają, że Brytyjczycy w stosunkach z cudzoziemcami bywają nieufni.
Nasi brytyjscy klienci są bardzo dobrze zorientowani w kwestiach formalnych. Im nie trzeba wyjaśniać procedur, czy mówić jakie dokumenty mają dostarczyć. Oni po prostu to wiedzą, bo jest to rynek, w którym żyją. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o wynajem to wśród Brytyjczyków głównie decydują się na ten krok ludzie młodzi. Anglicy w wieku 30-40 lat przeważnie maja już swoje domy. Jeśli chodzi o Polaków to nie ma tu, że tak powiem bariery wiekowej.
Polaków w samym Londynie jest sporo. Pewnie to było też powodem otwarcia przez Państwa agencji nieruchomości. Czy myśli Pani, że Polacy umieją robić biznes w Wielkiej Brytanii?
Generalnie radzą sobie bardzo dobrze, ale myślę, że wszystko tak naprawdę zależy od pojedynczego człowieka. W każdej narodowości są jednostki pracowite jak i takie, które idą na łatwiznę. Ja widzę, że wśród starających się o mieszkania jest pewna grupa ludzi korzystających z państwowej pomocy socjalnej (benefitów). Część z nich to ludzie wykształceni, ale jednak nieprzejawiający jakiejś większej inicjatywy. Ale ta sprawa nie dotyczy tylko Polaków.
Rozmawiał:
Artur Wielgus
|