|
Ile osób zatrudniasz?
Siedem.
Czym zajmowałeś się w Polsce?
Robiłem parę różnych rzeczy. Miałem restaurację, lombard, hurtownię tytoniu. Zajmowałem się tym, na co w danej chwili była dobra koniunktura.
Powody wyjazdu?
Brak perspektyw. Teraz recesja zaczyna być obecna w Londynie, nie mówiąc już o Polsce.
Odczuwasz tę recesję, jako właściciel firmy?
Z całą pewnością. Dajemy coraz więcej ogłoszeń. Zakup spada, koszta i ceny paliwa wzrastają. To wszystko jest spowodowane sytuacja globalną: banki nie udzielają kredytów, ludzie nie remontują domów itd. Generalnie cena metali wzrosła, ale popyt spada. Ceną nie daje się nadrobić kosztów. Rezultatem wzrostu ceny paliwa, jest większa cena usług.
Skupujecie metale, co potem się z nimi dzieje?
Segregujemy je, bo bez tego ani rusz. Dużo ludzi dziwi się, jaka jest różnica np. między miedzią heavy, a czystą, chodzi o cięcie i segregację. Na tym się głownie zarabia. Potem metale idą do fabryki.
Na rynku skupu metali jest masa polskich firm. Czy jest on opanowany przez Polaków?
Jest duża konkurencja, ale tak naprawdę, w Londynie liczą się dwie firmy: moja i kolegi, z którym nieraz nawet współpracuję. Pozostali pojawiają się na rynku i z niego znikają. Przeważnie kończą karierę po kilku miesiącach. My, dodatkowo mamy skup stacjonarny na SW18, a będzie jeszcze jeden na NW10 – w tym rejonie odbywa się najwięcej remontów i jest popyt na metal.
Krążą opinie, że Polacy opanowali rynek metali w Londynie i niechętnie dopuszczają do niego innych?
Nie jest tak. Londyn, to nie Polska – tu wszędzie są pieniądze. W Polsce miedź jest droższa, o 17-18%, dlatego, że nie skupuje się aż tyle metali kolorowych. Tu, oprócz stali skupuje się mnóstwo metali kolorowych. Jak już wspomniałem – w Londynie w branży metali jest konkurencja, jeśli ktoś wchodzi na rynek, to my staramy się ponieść ceny, ale to przecież naturalne zjawisko. Rynek nie jest łatwy, bo w tej branży trzeba rozpoczynać działalność ze znacznym zasobem gotówki. Poza tym ogłoszenia są bardzo drogie – my wydajemy na nie 1 400 funtów tygodniowo. Przy spadku zakupu o 50% mniejsze firmy nie są się w stanie utrzymać.
Zajmujecie się również złomowaniem samochodów. Co, zatem dzieje się dalej z tym złomem?
Zależy. Teraz akurat, w firmie przechodzimy okres reorganizacji, więc nie zajmujemy się demontażem. Było tak, że demontowało się niektóre części, np. lampy, katalizatory, zderzaki, a resztę, później wywoziło się na duże, profesjonalne skupy aut. Potem, zmiażdżone samochody idą do hut.
Jak oceniasz polsko-brytyjskie stosunki?
Moim zdaniem Polacy są tu jedyna nacją, której nie traktuje się poważnie. Postrzegani jesteśmy, jako tania siła robocza, wykształceni Polacy pracują w barach i restauracjach. To nam szkodzi. Tę sytuacje odczuwam sam, bo gdy np. dokonano u mnie w firmie kradzieży – policja nie reagowała. Nie mieli czasu, sprawę umorzyli..Inaczej traktowani są kolorowi i czasem odnoszę wrażenie, że Brytyjczycy się ich boją. W szkołach jest przemoc, istnieje problem młodocianych nożowników. Dzieci są terroryzowane.
Recepta na sukces?
Praca. Miałem trochę niepowodzeń ze względu na nieuczciwych pracowników. Generalnie, jednak jest tak, że jeśli tu się pracuje, to jest dobrze. W Polsce, gdy ktoś wchodzi do sklepu, to kupuje, to, na co go stać, a tu, kupuje to, czego potrzebuje.
|