|
Jak długo przebywa pan w Wielkiej Brytanii?
28 lat
Ile osób jest zatrudnionych w pana trzech firmach?
Na stałe, ok. 10 osób. Ja używam raczej struktury self employed, zatrudniam podwykonawców. Jest to bardziej ekonomiczne.
Jaki jest profil pana firm?
Polish Wood importuje, oraz prowadzi sprzedaż importowanych z Polski i Europy artykułów budowlanych. Niektóre z tych produktów nabywane są w Wielkiej Brytanii. Jest to hurtownia materiałów budowlanych. Drygene Ltd zajmuje się osuszaniem zalanych lub wilgotnych pomieszczeń. Używamy przy tym, jako jedyni w UK metodę mikrofalową. Jest to unikalna technologia, importowana z Kontynentu. My robimy własny sprzęt, generatory mikrofalowe. Drygene Ltd działa nie tylko w budownictwie, zajmujemy się np. zleceniami powypadkowymi. Firmą stricte budowlaną, jest natomiast Buildom. Wykonujemy usługi kompleksowo, cały wachlarz prac budowlanych.
Współpracujecie z polskimi firmami?
Jak najbardziej. W każdym z moich przedsięwzięć używam polskich podwykonawców i pracowników.
Co robił pan w Polsce przed wyjazdem?
To długa historia… Między innymi byłem pierwszym managerem zespołu Dżem.
Powody wyjazdu?
Ekonomiczne, proza życia. W roku 1980 w Polsce nie było za wesoło, wtedy wyjechałem pierwszy raz. Wróciłem i wyjechałem ponownie w roku 1981, a wtedy zaczął się w stan wojenny. Chciałem to przeczekać. Splot pewnych zdarzeń spowodował, że zostałem w Anglii.
Jakie prace są dla pana najnudniejsze, a jakie najciekawsze?
Najnudniejsze są rozliczenia, dlatego te prace zlecam księgowym. Generalnie, najciekawsze jest coś nowego, co wymyka się schematom. Może to być spotkanie z architektem, którego pomysł jest daleki od szablonu. Jeżeli w grę wchodzi wyzwanie, to ja się mu poświęcam z największą przyjemnością. Jeśli chodzi o Drygene Ltd, to w ogóle jest to temat szeroki. To pierwsza firma w UK, która do sektora budowlanego wprowadziła technologie mikrofalową. Już samo to jest wyzwaniem. Ta technologia, w przyszłości będzie stosowana na wielka skalę, bo obecne źródła energii się kurczą, a poza tym trzeba myśleć ekologicznie. Jest to najbardziej technologicznie zaawansowana metoda, a paradoksalnie – najrzadziej stosowana. Wkrótce to się zmieni. Ogrzewanie domu olejem, to barbarzyństwo, metoda przestarzała, licząca sobie ponad 100 lat, a poza tym droga i nieekologiczna. Co do prac biurowych, to za siedzeniem na krześle też nie przepadam. Handlowanie, to najprostsza forma działalności biznesowej, ale też może być interesująca..
Odczuwa pan kryzys na rynku mieszkań?
Zdecydowanie. Nałożyły się na siebie 2 problemy: sytuacja rynkowa i słaby funt. Powoduje to, że wykonawcy, pracujący dla mnie robią to coraz bardziej niechętnie i wielu z nich wraca do kraju. Powiedzmy, że w planie ogólnym, duże projekty jeszcze trwają, bo są finansowane przez ludzi zamożnych, których ekonomia zbyt mocno nie dotyka. Cierpią teraz drobni ciułacze, zwykli zjadacze chleba. Ci, którzy planowali remonty i inwestycje związane z domem, w tej chwili musza czekać. Handlujący nieruchomościami, też muszą spuścić z tonu. Nabywcy domów, z remontem się nie spieszą, bo jeśli stagnacja rynkowa miałaby potrwać, dajmy na to, 5 lat, to nie ma sensu odnawiać budynku, który przez ten czas będzie stał pusty.
Jak oceniłby pan tutejszy rynek?
W Londynie rynek budowlany był zawsze lukratywny. To miasto nie było po wojnie mocno zniszczone, istnieje tu masa starych domów, które trzeba remontować. W Londynie nie ma ulicy bez rusztowań! Pracy dla budowlańców nie brakuje. Następnym czynnikiem podkręcającym koniunkturę jest też dawna nienajlepsza jakość angielskich usług budowlanych. Poza tym istnieje zapotrzebowanie na domy. Rząd wychodzi z inicjatywą tzw. affordable accomodation – tańszych domów dla ludzi zarabiających niezbyt dużo. Są gigantyczne projekty typu Olimpiada i Crossrail. W Londynie się buduje! W innych rejonach Wielkiej Brytanii, gdzie zdarzało mi się pracować, jest zdecydowanie gorzej.
Jak ocenia pan relacje polsko-brytyjskie?
Jestem człowiekiem emigracji lat 80. Po przyjeździe tu, zostałem skonfrontowany z emigracja powojenną i tą z lat 60. Różnie na mnie patrzono. Anglicy, natomiast są narodem niezwykle tolerancyjnym, moim zdaniem aż za bardzo. To często jest przez inne nacje wykorzystywane. Polacy, to naród – jak ja to nazywam – agresywny, walczący, ponieważ pochodzi z biedy i wie, że żeby się przebić, ta walka jest potrzebna. Polacy bardzo często depczą konkurencję i nawet własna tradycję. Stosunki polsko-brytyjskie są moim zdaniem poprawne. Ja nie spotkałem się z żadnymi afrontami. Z nieprzyjemnościami spotkali się natomiast moi koledzy-emigranci w Niemczech, czy we Francji.
Jak ocenia pan nowa, pounijną emigrację?
Kiedyś zatrudniałem Polaków przyjeżdżających na zarobek, na określony czas. Nierzadko byli to studenci, a nie fachowcy w danej branży, jednak uczyli się błyskawicznie. Teraz przyjeżdżają tu ludzie bez edukacji, prości, nie obrażając nikogo – głupi. Nieraz maja w ręku fach, ale też, że tak powiem – nieodpowiednie maniery. Murarz ścianę stawia krzywo i pracuje niechlujnie – takich przykładów jest więcej. Niektórzy polscy budowlańcy nie znają technologii angielskich. Chętnie wróciłbym do czasów sprzed 20 lat, gdy zatrudniałem studenta medycyny, czy nauczyciela historii, z którymi podczas lunchu przyjemnie było porozmawiać. Dzisiaj Polacy rozmawiają o tym jak to się nachlali i w jakim pubie byli. Obecnie, moim zdaniem, do Wielkiej Brytanii przyjeżdżają desperaci. Polska, wykształconemu człowiekowi oferuje teraz o wiele większe możliwości niż UK! Wielka Brytania dziś, prócz tanich alkoholi nie oferuje polskim emigrantom nic.
Ma pan receptę na sukces?
Generalnie, mówi się, że żeby coś osiągnąć, potrzebna jest determinacja i poświęcenie – jest to jednak stwierdzenie dość ogólnikowe. Dla Polaków przyjeżdżających tu i chcących do czegoś dojść, mam radę: muszą jak najszybciej zapomnieć, że są Polakami w sensie mentalnym. Wszystkie poglądy i maniery przywiezione z Polski należy zrewidować, bo ten kraj różni się od naszego diametralnie. Należy zrozumieć pewne mechanizmy i mentalność Anglików – wtedy sukces komercyjny jest niemal gwarantowany! Nas gubi to, że mentalnie jesteśmy w Polsce. Integracja – to moja rada dla Polaków. Oczywiście – tożsamość narodowa jest ważna i nie wolno jej gubić. Nie należy zapominać narodowego hymnu, zwyczajów i religii. Posyłaj dzieci do szkoły sobotniej, czytaj im polskie książki, ucz języka. Nie zapominajmy jednak, że jesteśmy w Anglii.
Rozmawiał
Artur Wielgus
|