|
Co nas może spotkać, gdy wieziemy przez granicę dużą ilość gotówki?
To zależy od policji, straży granicznej lub celników – w zależności, kto nas zatrzyma do kontroli. Zajmowałam się sprawą czwórki Polaków, którzy wpadli przejeżdżając brytyjską granicę samochodem. Był środek nocy, wzięli ich do szczegółowej kontroli i nie potrafili się wytłumaczyć z 20 tysięcy funtów, które mieli przy sobie. Pieniądze zostały zarekwirowane.
Ile pieniędzy wolno nam mieć przy sobie?
Unijne prawo pozwala na przewożenie pomiędzy krajami członkowskimi maksymalnie 10 tysięcy euro w gotówce. Ale Wielka Brytania wprowadziła własne przepisy i nawet tysiąc funtów w gotówce może zainteresować służby celne i policję. Przewożąc taką sumę, radzę zabrać ze sobą potwierdzenie z banku, które poświadczy pochodzenie naszych pieniędzy. Może to być wyciąg z konta, ale lepiej wziąć od razu potwierdzenie transakcji lub poprosić o list, który potwierdzi, że właśnie podjęliśmy większą ilość gotówki. To pozwoli uniknąć kłopotów.
Kto wozi tak duże sumy w gotówce, zamiast nadać przelew?
Powiedzmy sobie szczerze – to nie są jednorazowe przypadki. Niektórzy ludzie jeżdżą z pieniędzmi regularnie, najczęściej ci, co zajmują się handlem. Miałam klientów, którzy handlują samochodami, ale nie chcieli ujawniać dochodów przed polskim fiskusem. Robią wszystko, aby unikną VAT-u i podatku.
Ile miał przy sobie rekordzista, którego przyszło pani bronić?
Rekordzista miał przy sobie aż 60 tysięcy funtów. Człowiek ten handluje na co dzień sprzętem rolniczym, ma legalnie zarejestrowaną w Wielkiej Brytanii firmę. Ale dla policji osoba z tak dużą ilością gotówki wygląda podejrzanie. Mężczyzna wpadł na lotnisku Luton – co najgorsze, nie leciał z pieniędzmi osobiście, tylko upchał je po kieszeniach marynarki koledze. A przecież łatwo to wykryć, gdy przechodzimy szczegółową kontrolę bezpieczeństwa.
Czy pieniądze przepadły bezpowrotnie?
Sprawa na szczęście miała swój szczęśliwy finał. Mężczyzna odzyskał całą sumę wraz z odsetkami, a także częściowo kosztami pomocy prawnej. Ale trzeba powiedzieć uczciwie, że człowiek ten jest sam sobie winien. Wystarczyło sprawdzić w Internecie przepisy na stronie urzędu celnego i sprawy zupełnie by nie było.
Zatrzymuje nas kontrola, i co dalej z nami?
Pierwsze pytanie brzmi, czy mamy potwierdzenie, skąd pochodzą pieniądze. Oczywiście musimy mieć je przy sobie. Jeśli nie jesteśmy w stanie udowodnić źródła, trafimy na posterunek i gotówka zostanie zarekwirowana. Nie obędzie się też bez składania szczegółowych zeznań – policjanci mogą bowiem się dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy. Nieraz wychodzi na jaw, że pieniądze wręczyła nam podejrzana osoba z Iranu czy Afganistanu, a na lotnisku docelowym ktoś czekać ktoś na odebranie przesyłki. Gdy za przewiezienie 10 tysięcy funtów obiecuje ktoś tysiąc, jako jako prowizję, można się skusić. I problem gotowy.
To już obcowanie z terroryzmem, które może skończyć się dramatycznie.
Dramatyczną sprawę prowadzi moja znajoma prawniczka. Chodziło o kobietę, której złożono ofertę przewiezienia stu tysięcy funtów. Część z tych pieniędzy miała – jako honorarium – zatrzymać dla siebie. W wyznaczone miejsce jednak nigdy nie dojechała. Do dziś nie wiadomo, czy przepadła z pieniędzmi z własnej woli, czy padła ofiarą przestępstwa. To najlepszy dowód na to, że przemyt gotówki może być równie niebezpieczny, jak przemyt narkotyków.
Załóżmy, że dojedziemy cało, ale wpadniemy w ręce policji. Pójdziemy do więzienia?
Nawet, jeśli udowodnią nam winę, nie trafimy do tutejszego rejestru skazanych. Można powiedzieć, że balansujemy na pograniczu przestępstwa i oszustwa celnego. Jeśli ktoś zacznie drążyć sprawę i udowodni, że pieniądze pochodziły na przykład z kradzieży bądź napadu, wtedy będziemy sądzeni jak przestępcy. Jeśli nie, to najdotkliwszą karą jest przepadek całej sumy, jaką mieliśmy przy sobie.
Jakie są szanse na odzyskanie pieniędzy?
Jeśli ktoś ze znajomych prześle faksem właściwe dokumenty na posterunek policji, możemy odzyskać pieniądze natychmiast i przy odrobinie szczęścia zdążyć jeszcze na samolot. Jeśli nie, będziemy skazani na wymianę pism i dopóki nie udowodnimy prawego pochodzenia naszych finansów, będą zdeponowane na specjalnym bankowym koncie.
Jeśli jednak pracowaliśmy w Anglii na czarno i nie potrafimy udokumentować pochodzenia pieniędzy, to możemy mieć problem...
Niekoniecznie – jeśli pieniądze były trzymane w banku, nie wszystko jest stracone. Brytyjskie prawo było uchwalone z myślą o praniu brudnych pieniędzy i walce z finansowaniem terrorystów. Przepisy nie są wcale nowe, bo uchwalono je jeszcze w 2002 roku, po zamachach w Nowym Jorku. Ale praktyka usztywniła się dopiero po 2005 roku, gdy terroryzm dotknął bezpośrednio Londyn i Wielką Brytanię.
Czy służby graniczne zawsze mają rację?
Pomagałam odzyskać pieniądze dziewczynie, która dostała większą sumę pieniędzy od swojej babci. To były środki z funduszu polsko-niemieckie pojednanie – kobieta dostała odszkodowanie za pracę przymusową dla III Rzeszy. To nie była zawrotna suma, ledwo 4 tysiące funtów. Ale wystarczyło, bo Brytyjczycy skorzystali z surowych przepisów i zarekwirowali gotówkę. Oddali natychmiast, gdy zorientowali się, że sprawa ma delikatny grunt. Nie znam bardziej wiarygodnego źródła pieniędzy niż fundusz dla poszkodowanych przez zbrodnie wojenne – sprawa mogła zakończyć się międzynarodowym skandalem.
Rozmawiał: Tomasz Ziemba
Wywiad ukazał się w Dzienniku Polskim
|