|
Czym zajmuje się wasza firma?
Artur Migacz: Zajmujemy się wszelkiego rodzaju pomiarami geodezyjnymi i inżynierskimi. Współpracujemy z architektami, dla których wykonujemy mapy sytuacyjno-wysokościowe otwartych terenów oraz budynków.
Jak długo prowadzicie działalność?
A M: Firma istnieje od lutego 2008, Rafał dołączył w tym roku.
Czy podobną branżą zajmowaliście się w Polsce?
Rafał Knapczyk: Ja zdecydowanie zajmowałem się tylko architekturą, projektowaniem CAD.
AM: Z wykształcenia jestem geodetą. Pracowałem w tym zawodzie w Polsce przez 10 lat.
Na pewno między geodezją w Polsce i Wielkiej Brytanii jest różnica?
A M: Oczywiście. Przede wszystkim w Anglii nie ma takiego systemu jak kataster w Polsce. U nas geodezja oparta jest na katastrze, czyli mówiąc ogólnie na systemie ewidencjonowania prawa posiadania gruntów i budynków. W Polsce wszelkie prace geodety są rejestrowane i muszą być prowadzone pod nadzorem tzw. Powiatowych Ośrodków Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej (POGKiK). Toteż wykonując pracę dla klienta geodeta musi uzyskać od PODGiK klauzulę na wszelkie mapy. W Wielkiej Brytanii tego nie ma. Państwo nie ingeruje w relacje klient-geodeta i nie nadzoruje naszej pracy. W wyniku tego na nas ciąży cała odpowiedzialność, ale od momentu zlecenia nam pracy do jej przekazania klientowi upływa znacznie mniej czasu.
Rafał, jaka jest twoja rola w firmie?
R K: Oprócz tego, że mierzę – bo cały czas się uczę – zajmuję się głównie rysowaniem. Konwertuję dane z instrumentu, czy pomiaru na rysunek, który będzie podkładem pod nowy projekt architektoniczny. To moje główne zadanie. Natomiast pomiary geodezyjne wymagają udziału dwóch osób, więc pracuję z Arturem w terenie.
W Londynie nie ma chyba wielu polskich firm geodezyjnych?
A M: Wielu polskich geodetów pracuje w firmach brytyjskich. Ja znam jedną polską firmę geodezyjną powstałą tutaj, ale jej właściciele już są w Polsce i tam teraz prowadzą działalność.
Co jest najważniejsze w zawodzie geodety?
A M: W naszym zawodzie, tak jak i w innych, najważniejsze jest doświadczenie oraz wiedza. Bardzo ważna jest odpowiedzialność, bo zdarza się, że pracujemy z milimetrami, tycząc na przykład osie 10-cio piętrowego budynku. W takim przypadku pomyłka z naszej strony może się zakończyć poniesieniem potwornych kosztów.
Zaczęliście działalność w 2008 roku. Wtedy też zaczął się kryzys…
A M: Cały 2007 rok to był chyba najlepszy w dziejach Wielkiej Brytanii okres, jeśli chodzi o budowlankę. Ale wszystko dobre szybko się kończy i skończyło się w momencie, kiedy ja otworzyłem firmę. Ale myślę, że skoro udało się nam przez to przebrnąć, to teraz będzie z górki.
Czy działacie tylko w Londynie?
A M: Generalnie tak. Jednak oprócz tego wypuszczamy się poza miasto i to daleko. Ostatnio byliśmy pod granicą Walii, gdzie mierzyliśmy centrum treningowe elektrowni atomowej Hinkley Point. Była tez praca pod Edynburgiem. Bywa różnie.
Obok waszego biura mieści się siedziba innej polskiej firmy. Generalnie, na wyspach polskich firm nie brakuje. Czy dobrze sobie radzimy?
A M: Myślę, że tak, bo Polak wszystko potrafi. Radzimy sobie bardzo dobrze.
R K: I na pewno nie odbywa się to bez zazdrości ze strony gospodarzy. A czego nam zazdroszczą? Tak jak powiedział Artur, wszechstronności, a poza tym szybkości, rzetelności i punktualności.
A M: Poza tym nam, Polakom musi bardziej zależeć, bo my zaczynamy nie od zera, a od poziomu minusowego. Nieraz jest bariera językowa, brak kontaktów i znajomości, więc to wszystko musimy wypracować od samego początku. Ale radzimy sobie bardzo dobrze.
Rozmawiał:
Artur Wielgus
|